Stoisz nad urwiskiem. Tak jak w tych filmach, gdy główni bohaterowie przeżywają wewnętrzne rozterki.Chociaż w Twoim przypadku wszystko się wyjaśniło. Nie ma żadnych trosk. Przynajmniej tak starasz się codziennie mówić, a kłamstwo powtarzane 100 razy staję się prawdą.
Patrzysz na Ocean Spokojny. Ty też dziś jesteś wyjątkowo spokojna, ale też dziwnie nienasycona.
Mrużysz oczy od słońca, tego samego słońca, które w pewnym momencie dla Ciebie zgasło i widzisz jego twarz. W tym momencie chciałabyś dostać zaniku pamięci. Zmartwychwstać, żyć dalej bez tego bagażu jakim Cię obwarował.
Prychasz pod nosem przypominając sobie jego słowa o tym, że jesteście dla siebie urodzeni.
Urodzeni dla siebie, ale żyjący daleko od siebie, nawet gdy wasze ciała znajdowały się w pobliżu.
Oszalałaś na jego punkcie i do tej pory nie możesz pozbyć się tego uczucia, choć oczywiście z biegiem czasu nacechowało się ono z goła inaczej. Kiedyś nie mogłaś wytrzymać, gdy był niedaleko na zwykłej siłowni, a teraz przeżywasz katusze jeśli tylko na moment pojawi się w Twoich myślach. Męczysz się, bo zabiliście Siebie nawzajem...
Lecz wiesz już, że to nie tylko jego wina, ty sama sprawiłaś, że stałaś się zgorzkniała i wredna.
Tak.
Jestem mistrzynią krótkich i nic niemówiących prologów.